Kiedy nie widzisz, że robisz dziecku krzywdę…

Nie oceniam, są różne dzieci. Mają różne charaktery, temperamenty i humorki. Ale do jasnej cholery czy to znaczy, że my jako rodzice nie powinniśmy się dopasowywać do własnych dzieci? Do ich potrzeb i do tego na co mają ochotę w danej chwili?
Jeżeli maluch nie ma na coś ochoty, źle się czuje w jakimś miejscu,  towarzystwie, czy powinniśmy zmuszać go do tego za wszelką cenę? 

Kilka dni temu byliśmy ze znajomymi chwilę w restauracji. Nasz synek jako, że uwielbia towarzystwo naszych znajomych i ogólnie przebywać wśród ludzi czuł się tam bardzo swobodnie. Nie biegał między stolikami, nie marudził, pomimo, że nie było z nami innego dziecka, które by mu towarzyszyło w rozmowach. M. siedział grzecznie przy stoliku i czekał cierpliwie na zamówienie. Od małego był ciągany po pizzeriach, restauracjach, kawiarniach, ponieważ cały czas zajmowałam się nim sama i prawie każde wyjście z koleżanką, siostrą, znajomą skutkowało ciągnięciem za sobą małego ogonka. Wybierałam takie miejsca, gdzie synek miał możliwość pobiegać, pobawić się, czy zwyczajnie posiedzieć z nami na świeżym powietrzu.

Siedząc ze znajomymi zauważyłam trzy kobiety z dzieckiem (ok 3 lata), które usiadły stolik dalej. Malec najwyraźniej nie był zadowolony wizytą w tym miejscu. Od samego początku dawał kobietom do zrozumienia, że nie chce siedzieć z nimi przy stoliku. Bardzo marudził, a kobiety rozmawiały w najlepsze, nie wiele zwracając na niego uwagę. W pewnym momencie jedna (być może mama) wyciągnęła telefon komórkowy i dała dziecku by się bawiło. To zajęło jego uwagę na ok 5 minut. Po tym nastąpiło znowu marudzenie, w końcu płacz… Kobiety rozmawiały i nie przejmowały się tym, że chłopiec wołał, że chce do domu.
Wszyscy ludzie patrzyli na nie dziwnym wzrokiem. Nie sposób było się skupić na czym kolwiek, gdyż malec tak zawodził.

I teraz moje pytanie czy warto tak na siłę dziecko zmuszać tylko dlatego, by posiedzieć i poplotkować z koleżankami? Gdy M. miał gorszy humor a byliśmy w miejscu publicznym starałam się w pierwszej kolejności uspokoić i zająć czymś dziecko a gdy to nie przynosiło efektu po prostu odpuszczałam i wychodziłam. Nie miałam serca zmuszać dziecka do tego, by robiło coś wbrew sobie. Moim zdaniem nie jest to ustępowanie i godzenie się na humory dziecka, tylko stawianie dobra dzecka na pierwszym miejscu. Nie możemy nie reagować na płacz. Być może maluch nie czuł się bezpiecznie lub najzwyczajniej w świecie coś mu dolegało, dlatego nie umiał się tam odnaleźć. Nie potrafiłabym siedzieć spokojnie i paplać w najlepsze, gdyby mój synek plakał obok. Co więcej ja nawet nie potrafiłabym się skupić na tej rozmowie. Często w takiej sytuacji wychodząc, zmieniając otoczenie M. się uspokajał i mogłam dokończyć spotkanie tylko po prostu gdzieś indziej.

Tamte kobiety tego nie zrobiły i wydaje mi się, że nie miały tej świadomości, że robią dziecku krzywdę. Dziś móje dziecko lubi wszędzie ze mną chodzić i wszędzie ze mną przebywać. Uważam, że postępowałam wtedy prawidłowo. Nie można dawać wchodzić sobie na głowę, lecz to troszkę inny temat. Nie możemy na siłę kazać dziecku siedzieć obok nas i nie reagować na to, gdy jest niezadowolone i być może źle się czuje, gdyż to nie zaowocuje w przyszłości niczym dobrym. Malec może się zrazić i wtedy otrzymujemy całkiem odwrotny efekt. Rozmawiajmy i słuchajmy swoich dzieci a także zwracajmy uwagę na ich potrzeby w pierwszej kolejności. Najlepszą radą jest wybierać takie miejsca do spotkań, takie restauracje, w których są kąciki dla dzieci, by mogły się czymś zająć podczas naszych spotkań.

merii

,,,
One comment on “Kiedy nie widzisz, że robisz dziecku krzywdę…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>