Święta, Święta i po Świętach, czyli co się u nas działo?

Po pysznym i wyczekanym przez cały rok barszczu z uszkami został tylko zapach w lodówce i plama na spódnicy tej, którą tak namiętnie szukałaś dzień przed Wigilią. Znaleziona zupełnie przypadkiem idealnie pasowała do koronkowych bodów, tych co to je sobie sama na prezent mikołajkowy wybrałaś a mąż zapłacił. Miał gest chłopak. Na kolacji Wigilijnej (a było ich trzy) czułaś się wyjątkowo a czy wyglądałaś to dziś już mało ważne. Ważne, że była okazja raz na jakiś czas się wyszykować, tak zupełnie inaczej i czułaś się z tym znakomicie. Po karpiu co zdobił stoły zostały już tylko ości w koszu na śmieci a kutia tym razem nie wylądowała na suficie bo nie było czasu rzucać. Nie było czasu, bo z dwoma potworkami przeżyć trzy (tak T R Z Y ! ) Wigilie to nie lada wyczyn. Ale jak tu odmówić babciom? Po pierwsze chcesz jechać i pobyć z rodziną, bo tak dawno byłaś między ludźmi a po drugie babciom się nie da odmówić.

Wszystko by było naprawdę git, gdyby nie pora roku i późna pora. Musisz się nieźle napocić by trzykrotnie ubrać i rozebrać niespełna 7 miesięczniaka i 5 latka. Ubieranie czapki i kurtki niestety nie należy do najprzyjemniejszych i choć na co dzień młode nie protestuje tak w tym dniu wyraźnie nie ma na to ochoty. Po dwóch razach masz już dość, po trzecim nie wiesz jak się nazywasz. Dobrze, że starszak jest na tyle samodzielny i sam się ubiera (lepiej lub gorzej), sprawdzając twoją czujność, co jakiś czas nawołując: ,,Mamo gdzie moja czapka? Mamo a rękawiczki? Tam nie ma, mamo…..! Mamo, a jednak tam były, są mamusiu!”.

Kolacja Wigilijna zazwyczaj odbywa się w wieczornych godzinach, jak sama nazwa wskazuje jest to kolacja. O ile na pierwszej zdążyłaś zjeść ten wyczekiwany (czytaj wyżej) barszcz i dwa pierogi z kapustą (to nic, że już prawie zimne) gdy tylko mąż zlitował się wziąć od Ciebie dziecię. Na początku zdecydowanie rozpierała ją energia, do chodzenia jeszcze daleko więc okupowała ręce, pragnąc bawić się wszystkim co znajdowało się na stole. Na drugiej  Wigilii maleństwo dało głośny znak, że jest głodne gdy tylko wszyscy zasiedli do wieczerzy. Wiedziałaś już, że ominie Cię wyżerka i udałaś się w ustronne miejsce by nakarmić potomną. Po nakarmieniu udało się skubnąć małego krokiecika. Ach jaki smaczny był! Na szczęście starszak jest na tyle samodzielny by najeść się sam, aczkolwiek najbardziej szły mu ciastka. Udało mu się w międzyczasie przemycić kilka uszek pod groźbą niedostania paczuszek czekających pod choinką. Trzecia kolacja to strzał w kolano. Tuż po kolejnym rozebraniu młode wpadło w rozpacz zobaczywszy, że to nie nasz dom a to kąpania pora była. Przy stole siedziałaś 2 minuty, połykając jak wieloryb rybę po grecku.

Ze względu na nieustanną rozpacz spowodowaną późną porą (kto widział tak późno się gościć) babcia przyspieszyła prezenty i udaliśmy się do domu. 

Po położeniu dzieci spać…a wróć jeszcze pół godziny rozpakowaliśmy prezenty. Tak, więc po rozpakowaniu prezentów i położeniu dzieci spać poczułam, że jestem głodna. Mimo wszystko to był udany, rodzinny dzień a, że nie wyglądał tak jak sobie go wyobrażałam czyni go jeszcze bardziej wyjątkowym. Za rok N. będzie więcej kumała i kto wie może uda mi się wytrwać przy stole dłużej niż dwie minuty. Pocieszający jest jednak fakt, że nie czułam się obżarta jak co roku i nie poszło mi w boczki ;-) A co po Świętach co nam zostaje? Pustki w lodówce i sterta prania ale i ciepłe wspomnienia rodzinnych spotkań.

,,,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>