Coś się kończy, coś się zaczyna…

Sylwester.

Nowy Rok przywitaliśmy z hukiem. Dwie minuty przed 24 obudziła się N. i darła się do 4 nad ranem. Usypiałam ją dwie godziny, odkładając co 15 minut do łóżeczka, po czym ona otwierała oczy i tak w kółko. Potem stwierdziłam, że to bez sensu i dreptałyśmy po sypialni spoglądając przez okno na tańczące niebo. Dziecię prawdopodobnie przechodziło akurat w noc sylwestrową atak bólu związany z ząbkowaniem.

Nic w przyrodzie nie ginie jak mówi stare porzekadło, tak samo coś się kończy a coś się zacząć musi. 2016 rok strzelił jak z procy. Na początku pełen był lęku, strachu o każdy kolejny dzień, o każde jutro. I przyszła wiosna pełna nadziei i radości, dotrwałyśmy w dwupaku do bezpiecznej granicy. W czerwcu, a dokładnie 11 na świecie pojawił się drugi sens mojego życia- Nikola. Tak jej na imię dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą. Moje przeszło trzy kilogramowe Szczęście wypaliło mi mózg do granic swoim maleńkim uśmieszkiem, cudownym zapachem noworodka i swoim trudnym jak się okazuje (po tatusiu) charakterkiem. :lol:
Kolejne dni z nowonarodzoną w szpitalu owiane były strachem i trwogą, ponieważ okazało się, że maleństwo ma dziurkę w serduszku. Dokładnie jest problem z zastawką, która nie pracuje jak należy. Dopiero co ją przywitałam na świecie a znów zadrżałam o jej życie. Praktycznie powinno to zniknąć tuż po urodzeniu lecz u niektórych dzieci potrzeba więcej czasu. Pozostaje nam kontrolować małą i być pod opieką kardiologa. Pocieszająca jest diagnoza, że w naszym przypadku powinno wszystko się unormować do roku czasu, więc czekamy.
Mijały miesiące, młode rosło jak na drożdżach a do bezsennych nocy przyszło się na nowo przyzwyczaić. Miniony rok zdecydowanie należy do najcudowniejszych w moim życiu, ponieważ zawsze pozostanie w mojej pamięci jako data narodzin córeczki. I choć dla niektórych rok jak rok tak w moim życiu zmieniło się naprawdę wiele.

Rok 2017.

Jak już wspomniałam rozpoczął się hucznie. I choć ominęła nas cała ta karnawałowa impreza tak nie możemy narzekać, bo jeszcze na niejednej w życiu będziemy. Mam świadomość, że za kilka lat będę witała Nowy Rok z zegarkiem w zębach i trwogą by synek szczęśliwie wrócił do domu. I choć wróci być może po jednym piwie albo dwóch, tak przywitam go mówiąc ,,dobrze, że już jesteś…..”. Jaki będzie kolejny rok, nie wiem. Mam jedynie nadzieję, że zaskoczy nas pozytywnie i pozwoli cieszyć się zdrowiem i szczęściem naszej rodziny.

Czy chciałabym coś zmienić w minionym roku? Być może tylko to, że tak mało uwagi poświęcałam starszemu dziecku. Chyba każda matka po narodzinach drugiego ma takie wyrzuty. Młode pochłonęło większość mojej uwagi i naprawdę ciężko mi było to pogodzić. Pomimo, że starałam się wynagradzać brak czasu synkowi tak widziałam często zawód w jego czarnych, smutnych oczkach.

Czego sobie życzę w Nowym Roku? Przede wszystkim cierpliwości, poświęcania więcej uwagi dzieciom, łatwości rozwiązywania problemów, mniej jędzowatości w stosunku do męża, wyrozumiałości i zrobienia czegoś wyłącznie i tylko dla siebie. Co to będzie? Sama jeszcze nie wiem ;-)

Wam natomiast życzę samych pozytywnych zdarzeń, otaczania się wyłącznie dobrymi ludźmi oraz aby ten rok był dla każdego lepszy niż poprzedni.

,,,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>