Powrót-do-pracy-po-macierzyńskim…

Szanuję kobiety, które zdecydowały, że zostają w domu i wychowują dzieci. To, że nie pracują zawodowo jest wyłącznie ich decyzją podjętą zapewne nie z wygody i lenistwa lecz ze słuszności racji i przekalkulowania co dla nich jest ważniejsze i na ile mogą sobie pozwolić. Prawda jest może dla niektórych zaskakująca ale mamy niepracujące w korpo nie byczą się całymi dniami na kanapie. W domu przy dwójce/trójce dzieci jest bardzo dużo roboty. Ogólnie mówiąc każdego dnia od rana do nocy zapiernicz po same łokcie. Oprócz tony prania, niesienia w zębach zakupów bo jedno młode na rękach a starsze przywiązane do nogi by się nie zgubiło, gotowania obiadów, prasowania… jest też sprzątanie domu na błysk tylko po to by dzieci tuż przed postawieniem nogi w drzwiach ślubnego zrobiły na nowo rozpiernicz. Zapomniałabym o tych bardziej zaawansowanych, które mają w swoich obowiązkach jeszcze koszenie trawnika, pielenie ogródka i chuk wie czego jeszcze. Powszechnie nazywany etat kury domowej nie ujmuje niczego kobiecie i jest równie ważny i wartościowy jak np etat pani pracującej w urzędzie. Oczywiście kobieta, która pracuje zawodowo i wraca do domu po 8 długich haaaaa ma niemniej przerąbane. Odbiera dzieci ze żłobka/przedszkola/dziadków, lub zwalnia opiekunkę/ babcię, po czym odgrzewa obiad gotowany dzień wcześniej o 24 z minutami, zaparza kawę i wyciąga zmęczone nogi. Błoga chwila nie trwa jednak długo, gdyż zza ściany słyszy donośne ,,mamoooooo….?!”. Ona również wie, że musi poświęcić dzieciom czas tylko jakby ma go trochę mniej w ciągu całego dnia. Ona również musi zrobić pranie, ogarnąć z grubsza bałagan, zgotować, choć daruje sobie często prasowanie bo na zegarze 24 i pora się kłaść, by jutro wstać wcześniej i zebrać całe towarzystwo. Z rana rozwozi młode do przedszkola/szkoły i sama wiezie się do pracy gdy na zegarze za 5 minut 9 a jeszcze parking musi znaleźć i w biegu poprawić usta pomadką.

W ostatnim czasie pan k. zrobił mi jednak dobrze. Mając do wyboru powrót do pracy na 3/4 etatu lub siedzenie z młodszą w domu za te same pieniądze, na razie wybieram tą drugą opcję. Oczywiście, że po leżącej ciąży i 8 miesiącach w domu z bobaskiem mam co raz więcej myśli związanych z powrotem do pracy. Brakuje mi kontaktu z ludźmi i nie będę tego ukrywać. Odkąd zdałam maturę zarabiam na swoje wydatki i jestem niezależna od nikogo (i jest mi z tym zajebiście). Jednak całkiem inaczej jest wrócić do pracy mając jedno dziecko a naprawdę gorzej mając dwoje i więcej.
Czasem zadaję sobie pytanie jak, no jak ja dałam radę kończyć studia i rozwijać się zawodowo przy małym M.? Dziś jest mi trudno sobie to wyobrazić. Przeraża mnie organizowanie na nowo czasu, planowanie wszystkiego z tygodniowym wyprzedzeniem i układanie grafików kto, kiedy ma odebrać jedno i drugie dziecko oraz gdzie je zawieźć, z kim zostawić.

Pierwszy powrót

Synek miał rok i 2 miesiące gdy zdecydowałam pójść do pracy. Oczywiście zarabiałam psie pieniądze, ponieważ po opłaceniu żłobka i zatankowaniu samochodu niewiele zostaje ale nie chciałam już dłużej siedzieć w domu. Potrzebowałam wyjść do ludzi. Nie było wtedy innej alternatywy a wizja dodatkowej kasy wyglądała tak pięknie. Niestety ta wizja skończyła się wraz z początkiem chorób łapanych w żłobku. Było ciężko, bo wolne weekendy zamiast z dzieckiem spędzałam dodatkowo na uczelni. Nie byłoby to możliwe oczywiście bez pomocy kochanej babci. Dziecko chorowało dość często i tak naprawdę to jest największy minus wracać tak szybko do pracy. Na męża nie ma co liczyć, bo jak powszechnie wiadomo, gdy dzieć rzyga po ścianach mama lepiej to powyciera i lepiej wytrze gile pod nosem. Teroretycznie. Szef odwraca głowę widząc kolejne L4 ale nie masz innego wyjścia.

Drugi powrót..

A no właśnie… Co raz częściej moje myśli skupiają się na wyjściu z domu, do ludzi, by zrobić coś dla siebie. Tylko czy to wszystko jest warte? Czy nie jest ważniejsze to by posiedzieć z  dzieckiem (jeszcze dość małym) i zaoszczędzić jej płaczu, dać więcej miłości, swojej uwagi i poświęcenia? Pozostaje też kwestia cyca. Nie będzie łatwo mi Jej odłączyć, widzę jak mała bardzo tego potrzebuje. Pamiętam płacz synka gdy panie ze żłobka zabierały mi go z rąk oraz mój stojąc 10 minut pod zamkniętymi drzwiami do momentu aż Jego płacz ucichł i naprawdę nie chcę by młoda teraz tego doświadczała. Ja osobiście też nie chcę przeżywać tego od nowa.

Czasami trudno jest wszystko pogodzić, wychodzisz z pracy i biegniesz z językiem na brodzie do żłobka bo zostało Ci jeszcze 10 minut do zamknięcia. Dziecko siedzi same na środku dywanu, często już zapłakane bo bało się, że zapomniałaś. Wpadasz zdyszana i jedyne co widzisz to roześmiane przez łzy, duże oczy wlepione w Ciebie a później czujesz już tylko małe łapki wokół swojej nogi tak mocno przylepione jakby chciały powiedzieć : ,,mamusiu dziękuję, że po mnie przyszłaś…”.

Tak…nie wracam jeszcze do pracy. Nie… nie jest mi żal bo wiem, że zostając z 8 miesięczną córeczką w domu oszczędzam sobie nerwów związanych z kombinowaniem kto danego dnia odbierze Ją ze żłobka a Jej stresu związanego z rozłąką. Dam Jej to co najlepszego mogę teraz dać czyli swoją obecność, bo małemu dziecku mamy nikt nie zastąpi.

Dziękuję panu, mimo tego, że nie darzę go sympatią, to szczerze dziękuję za program 500 plus, który niejako utwierdza mnie w przekonaniu, że mogę pozwolić sobie zostać w domu z dzieckiem a co miesiąc i tak na koncie pojawi się tyle ile zostało by mi z wypłaty.

Nie wykluczam oczywiście, że za jakiś czas podejmę inną decyzję. A tymczasem pozwolę N. troszkę podrosnąć ;-)

,,,
18 comments on “Powrót-do-pracy-po-macierzyńskim…
  1. Witaj,
    Ja również dziekuję Panu K. za program 500+ i nawet go lubię. Za to, że jest naturalny, szczery i mówi to co myśli, a nie to co wypada, czy to co trzeba, choć niekoniecznie jest prawdą. Ale nie o tym chciałam pisać :)
    Od 2 lat siedzę w domu z 2 dzieciem, pierwsze już odchowane i za kilka lat będzie dorosłe i nigdy jeszcze nie byłam tak szczęśliwa. Codzienne rytuały wcale mnie nie męczą, a zmieniane pieluchy nie odrzucają. Mój maluch kocha mnie ponad wszystko, a ja Jego jak nikogo na tym świecie. Z pracy nie dzwonią abym wracała, więc nie mam wyrzutów sumienia, korzystam z tego, że mogę spędzać ten najważniejszy czas dla mojego dziecka razem z nim, patrzeć jak się rozwija, jak rośnie, jak niezwykłą więź udało nam się razem stworzyć, jacy jesteśmy ze sobą szczęśliwi…Codziennie się do siebie przytulamy i całujemy, noszę Go na rękach gdy obudzi się z popołudniowej drzemki- tak słodko owinięty w kocyk wtula się we mnie i przmierzamy mieszkanie, aż się wkońcu przeciągnie, zeskakuje z mych ramion i biegnie po książeczki, aby mu poczytać. Śpimy również razem i mały często zasypia wtulony we mnie na łyżeczkę jakby był znowu w moim brzuszku. To niezwykłe chwile i gdy ktoś pyta „to nie śpi w swoim łóżeczku?” odp. krótko „nie” i zmieniam temat, bo to trzeba po prostu przeżyć. Te wszystkie nocne przebudzenia, gdy śni mu się coś niemiłego i wołanie „mami, mami”, wyciąganie łapki i szukanie mnie przez sen, czy na pewno jestem obok…i moje jedno krótkie zdanie, „spij, mami jest”, koją wszelkie Jego strachy… Udało mi się karmić moje ukochane maleństwo 22 m-ce. Płakałam, gdy już nie chciał więcej…lubiłam, gdy leży w moich ramionach, patrzy zadowolony w moje oczy, a po najedzeniu się uśmiecha szeroko zadowolony i szczęśliwy. Ale uszanowałam to, a z czasem cieszyłam się, że tak bezboleśnie to się stało dla mojego berbecia. Mam szczęście. A to wszystko dzięki Bogu, ale to już zupełnie inna historia. Dziękuję ci Boże za wszystko co dla mnie robisz.

    • Piękne słowa <3 . To się nazywa świadome macierzyństwo, gdy wiesz, że robisz wszystko co najlepsze aby Twoje dziecko było szczęśliwe i sama czerpiesz z tego radość. Życzę wielu pięknych i cudownych chwil jakie daje nam macierzyństwo bo czas niestety szybko ucieka! Trzeba czerpać tą radość z każdego uśmiechu i każdego spojrzenia maluszka bo się już to niestety drugi raz nie powtórzy. Pozdrawiam :-)

    • Czytałam artykuł i wasze komentarze…
      1. nie dziecko nie chce odejść od piersi tylko matka nie odstawia… Niedawno widziałam przeszło 2 letnie dziecko przyklejone do cycka. Boże…
      2. to, żeby dzieci dość szybko znalazły się w żłobku/przedszkolu czy gdziekolwiek gdzie dzieci jest sporo jest ważne, bo uczy się życia z innymi, dzielenia się, zabawy, współpracy, życia w otoczeniu, samodzielności, a nie tylko mamusią.
      3. zgadzam się z tym, że i kobieta w domu, i ta pracująca mają ogrom obowiązków, a także każda kobieta ma prawo wyboru, jednak w mojej opinii te kurki domowe to lenistwo i wygoda bo mąż/partner da, przyniesie wypłatę. Ile kobiet godzi pracę, dzieci, jeszcze czasami edukację, a dzieci czują miłość matki.
      4. wiem, że wielu matkom ciężko „zostawić” małe dziecko i iść do pracy, ale drogie Panie siedzące w domkach czy wy bierzecie pod uwagę waszą NIEZALEŻNOŚĆ?? nie, nie bierzecie, nie wiemy co każdemu z nas przyniesie życie, a w najczarniejszym scenariuszu – ni pieniedzy na życie, ni męża, dziecko na utrzymaniu, a wrócić na rynek pracy, na dobre stanowisko dramatycznie trudno bo już zajęty przez innych, widuje się młode matki pracujące nieludzko za grosze bo zostały na lodzie i ewentualnie dziadkowie pomóżcie (o ile żyją)… Pozdrawiam

      • Dziękuję za komentarz :-) ale z jednym się nie zgodzę, taki maluch kilku miesięczny naprawdę bardziej od żłobka potrzebuje mamy ;-) bo jednak takie dzieci nie rozumieją dlaczego mama nagle znika, pojawia się płacz i lęk. Córeczkę ciężko mi odstawić od piersi bo nie chce pić za bardzo z butelki więc czekam aż troszkę podrośnie. Niezależność finansowa jest ważna np dla mnie czy dla Ciebie ale dla innej mamy już może nie mieć takiego znaczenia i szanujmy to. I błagam nie zakładajmy od razu że mąż nas zostawi ;-) choć wiadomo nie da się przewidzieć co przyniesie czas dlatego dla mnie dwa lata przerwy w pracy nie jest tragedią.

  2. Twoja decyzja, rozumiem i szanuję. Dwa lub trzy lata pewnie nie zrobią zbyt wielkiej wyrwy w składkach emerytalnych, ale więcej…. Żeby nie było wątpliwości, sama byłam z córką w domu dwa lata (jako studentka jeszcze ) i na 3 letnim wychowawczym z synem i nie żałuję ani dnia, choć moja emerytura będzie niższa. Życzę wytrwałości i cierpliwości.

    • Podejrzewam, że dłużej niż 2 lata nie wytrzymam :-P . Lubię też robić coś dla siebie ale teraz cieszę się, że mam wybór. Kiedyś kobiety go nie miały ..

  3. I słuszna decyzja ;) ja również nie planuję powrotu do pracy i jest to wspólna decyzja, moja i męża, podjęta po przemyśleniu i kalkulacji :) poza tym mój syn jest tak absorbujący, że naprawdę nie wyobrażam sobie odstawić Go teraz do żłobka czy do babci, u której wiem, że byłoby mu dobrze, ale jednak. A na dodatek nadal Młody jest na piersi i nie zamierza Go jeszcze odstawiać :)

    • uważam, że każdy człowiek kobieta czy mężczyzna powinien pracować na siebie, kobiety powinny zadbać przede wszystkim o siebie, a bycie mamą czy tatą nie powoduje,że nie powinniśmy przestać myśleć o sobie, praca zarobkowa daję nam utrzymanie, możliwość rozwoju oraz większą pewność siebie, także bycie na czyimś utrzymaniu nie jest wskazane, jesteśmy pokrzywdzone takim powrotem do życia średniowiecznego, kobieta powinna mieć swoje pieniądze i wtedy może decydować o sobie, czas szybko leci i później się martwi bo mąż może odejść, dzieci dorosną a ona zostaje się z poczuciem pustki również w kieszeni, nie rozumiem ludzi którzy chcą średniowiecza a zwłaszcza kobiet skazujących siebie na rolę darmowej pomocy domowej, usługiwania innym bez zapłaty i szacunku

      • Oczywiście masz rację, mam podobnie bo zawsze chciałam mieć własne pieniądze by nikogo o nic nie prosić. Jednak naprawdę szanuję kobiety, które wybierają inne rozwiązanie. Widać to daje im szczęście i poczucie spełnienia. Każda z nas jest wyjątkowa i naprawdę należy kierować się w życiu tym, by nam też było dobrze nie tylko innym.

  4. Jak miło przeczytać coś takiego z rana. Tym bardziej, że wszystkie dni u nas wyglądają tak samo: wybieranie dwojga dzieci do szkoły i przedszkola i zostawanie z trzecim w domu, by się nim zająć, ugotować, posprzątać itd. aż do odebrania dzieci starszych, spaceru, zakupów, powrotu do domu, podania im drugiego obiadu, odrobienia lekcji, zaliczenia zajęć dodatkowych, łagodzenia konfliktów, przykładania zimnych okładów jak się przewrócą i gdzieś potłuką… I tak do wieczora, kiedy olimpijskim wyczynem jest zagonienie ich do łóżek. Ale nie zrozumie tego nikt oprócz matki, która na co dzień zostaje sama z dziećmi. I tak już parę lat. A miałam wracać do pracy… No cóż, są priorytety. Dzieciństwo naszych dzieci jest tylko raz i się nie powtórzy, więc trzeba w te dzieci włożyć maksymalnie dużo ile można i być najlepszym rodzicem w miarę swych możliwości. Na pracę (może) przyjdzie czas później – gdy dzieci trochę podrosną.

    • Wierzę, że nie jest Ci lekko. Ja z dwójką (choć starszy jest tylko popołudniami bo chodzi do przedszkola) czasem mam wrażenie, że oszaleję :-) . I ta błoga cisza gdy oboje już pójdą spać! ;-) Trzymam kciuki aby wszystko Ci się udało. Ja też wiem, że w niedalekiej przyszłości zatęsknię za pracą…

  5. mój synek kończy właśnie 11 miesięcy :) sytuację mam bardzo podobną do Twojej, korzystaj z macierzyństwa – po rozmowie z mężem ustaliliśmy, że do pracy wrócę jak mały skończy półtora roku :) finansowo masz rację nie opłaca się, dlatego lepiej samemu przez ten czas wychowywać swoje dziecko. Mamy nikt mu nie zastąpi ;)

  6. Ja mam 17-miesięczne dziecko. Od samego początku ustaliliśmy z mężem, że wracam do pracy najwcześniej po ukończeniu przez dziekco 2 roku życia. Żłobki prywatne u nas nie są takie drogie ok 500 zł z wyżywieniem, mam też mamę, która nie pracuje i mogłaby zająć się wnuczką, ale nie o pieniądze tu chodzi. Zdecydowaliśmy się na dziecko świadomie i nie po to, aby opiekę nad nim powierzyć komu innemu. Do pewnego momentu matka jest dla dziecka najważniejsza i to ona powinna być obecna w życiu dziecka. Owszem może i w żłobku są fajne zabawy, ale nie to małemu dziekcu jest aż tak potrzebne tym bardzej, że dzieci potrafią bawić się ze sobą właśnie dopieor po ukończeniu 2, 3 roku życia. Zresztą w opini lekarzy i terapeutów , z którymi rozmawiałam obecnośc mamy jest ważna dla dziecka do ukończenia 2-3 roku życia i jeśli nie ma konieczności najelpiej nie wracać do pracy. Dziekco musi czuć się bezpieczne i musi wiedzieć, że obok jest mama, która w każdej chwili przytuli, uśmiechnie się, poda obiadek itd. Mnie samej byłoby też szkoda rezygnować z takich pięknych chwil kiedy dziekco ponzaje świat, wszyskto jest dla niego nowe i ze wszystkiego się cieszy. Nie chcę, żeby jakaś Pani w żłobku, albo moja mama brała w tym udział zamiast mnie. Zakładaliśmy, że być może to będzie nasze jedyne dziecko, więc tym bardziej uważam, że ten czas pierwszych 2-3 lat mogę spędzić z dzieckiem w domu.
    Mam wykształcenie prawnicze i jakoś nie tęsknie za ambitnymi zajęciami. Dziwię się kobietom, że tak pędzą do tej pracy, gdzie siedzą 8h i nie mogą się ruszyć, kedy na dworze piękna pogoda, muszą słuchać czyiś poleceń. Po powrocie do domu i tak czekają obowiązki, których przy dziecku nie brakuje. Po co ta gonitwa,żeby wszędzie zdąrzyć, szarpanina rano z zaspanym marudzącym maluchem.
    Nie będę ukrywała, że mój mąż nie lubi wykonywać obowiązków domowych chociaż potrafi. Niestety często robi wszystko po łebkach, bo mu się nie chce, ogólnie woli iśc do pracy i zarobić niż posprzątać. W takiej sutyacji pasuje mu , że ja jestem w domu, a on zarabia. Mnie to nie uwłacza, nie musze udowadniać sobie ani nikomu innemu, że stać mnie na więcej. Nie potrzebuję tego więcej. Mam jedno dziecko, ale też dużo czasu dla siebie. Jak mała śpi ja czytam książki, albo ćwiczę, w lato wychodzimy na długie spacery po lesie, albo po parku, lub nad wodę. Suuuper. Jesteśmy w trakcie wykańczania mieszkania, przede mną urządzanie, wicie wspólnego gniazdka …. Nie miałabym na to czaau gdybym pracowała.
    Do pracy i tak wrócę, bo przecież dziecku w pewnym momencie jest potrzebny kontak z rówieśnikami i pojaiw się przedszkole, więc moja obecnośc w domu traciłaby sens i byłaby wygodnictwem. Poza tym ważne, aby kobieta nie wisiała cały czas tylko na mężu i miała włąsne źródło utrzymania, coś swojego, swoje zajęcie. Różne rzeczy się zdarzają pt. rozwody, wypadki, choroby. To nie znaczy jednak, że w kilak mies po urodzeniu kobieta ma lecieć do pracy jak na złamanie karku, bo to takie dzisiaj nowoczesne.
    Kontaktu z ludźmi mi nie btakuje. Mam swoje 2 przyjaciółki, które znam od wielu lat i mi wystarczy. W pracy przyjaźni się nie zdobywa i nie raz się o tym przekonałam. W pracy to niestety, ale trzeba być powściągliwym i wyłącznie udzielać się na tle zawodowym. Szybko przestałam ufać współpracownikom, tacy są ludzie.
    Właśnie koleżanka zaproponowała mi ciekawą posadę za fajne pieniądze. Propozycja kusząca, na miejscu , ale odmówiłam. W życiu nie raz jeszcze zmienię pracę i się napracuję, moje dziekco drugi raz małe nie będzie. Żal mi kobiet, które chciałby być w domu z dzieckiem, a z powodów finansowych nie mogą sobie na to pozwolić, nie rozumiem natomiast kobiet, które świadomie decydują się na dziecko, a wracają do pracy po kilku miesiącach z własnej woli. Pytanie moje jest takie – po co chciały dziecko ? Rozumiem, że to taka fabryka, zaszłam w ciążę, urodziłam, a teraz buch do żłobka, bo ja się muszę rozwijać. Naprawdę czym są 2-3 lata z dzieckiem w obliczu kilkudziesięciu lat pracy. Jeszcze ta kobieta zdąrzy się narozwijać, a skoro ten rozwoj taki istotny to może trzeba było nie stawiać sobie takiej przeszkody jak dziecko.

    • No kochana, teraz to zabiłaś mi klina… :-) zaczęłam się zastanawiać nad tymi 3 latami bo 2 to brałam pod uwagę . Mi często brakuje kontaktu właśnie bo na co dzień pracowałam z ludźmi. Ale tak jak pisałam na razie jest mi dobrze jak jest i nie zamierzam już rzucać małej i gonić do pracy. Jest zdecydowanie za wcześnie. Wszystko w swoim czasie . ;-) dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

  7. Ja szanuje wszystkie osoby, ale szczegolnie te ktore spelniaja swoje ambicje. Jesli dla kogos ,, sukcesem,, jest wychowywanie 5 dzieci siedzac w domu, to jasne, proszę bardzo. Tak tez moze byc, ale nigdy nie zrozumiem kobiet, ktore poswiecaja sie w 100% dla innych, zapominajac o sobie i swoich pragnieniach, wiem co to sa kompromisy, i ze czasem nalezy z czegos zrezygnowac, dla dobra dziecka. Ale kobiety tez maja prawo byc szczesliwe i dazyc do spelnienia, również zawodowego. Napisalam na ten temat artykul na moim blogu i serdecznie Cie tez tam zapraszam: http://www.pudernik.pl

    • Czasem trzeba z czegoś zrezygnować tak i choćby dla dobra dziecka ale czym są te np 2 lata w przeciągu całego życia ;-) niektóre kobiety spełniają się w byciu mamą i tylko to daje im szczęście więc tu zdania zawsze będą podzielone . Zaraz przeczytam. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>