Dlaczego On ma większy autorytet…?

Matka to stworzenie o niezwykle wrażliwym sercu. Potrafi wybaczyć każde wysyczane przez łzy ,,Nienawidzę Cię. ..”. Potrafi zrozumieć wiele i zawsze ale to ZAWSZE podać pomocną dłoń. Nie zostawi swego dziecka, nie odwróci się od niego, gdyby nawet popełniło milion błędów. Nasza miłość jest wielka, czysta, inna. Bo ojcowie również kochają swoje dzieci najbardziej na świecie ale nasze serce jest w stanie więcej ogarnąć, a dlaczego? Bo przewyższamy ich naszą wrażliwością. I tu pojawia się problem z naszym autorytetem. Jak go zbudować skoro nie jesteśmy odporne na oczy zrobione jak u Kota w Butach ze Shreka? Po raz setny odpowiadasz, że ,,Nie, nie pójdziemy dziś na plac zabaw”, bo masz sryliard załatwień na mieście i tonę prania w domu, że nie wspomnę o małym szympansiątku przyczepionym  do ciebie 24 na dobę a i tak w ostateczności dziwnym trafem ulegasz 6 latkowi i lądujecie na zjeżdżalni. No nie potrafisz mu odmówić pomimo, że jesteś zajechana jak koń po westernie. I ja się pytam jak tu nie pozwolić wejść sobie na głowę a jednocześnie być dobrym rodzicem, takim by Twoje dziecko wiedziało, że nawet z najmniejszym problemem może przyjść do Ciebie, że zawsze wysłuchasz go i wesprzesz na tyle na ile możesz, że nigdy go nie odtrącisz, że rozumiesz jego potrzeby, że rozumiesz swoje dziecko, że poruszysz niebo i ziemię…- rozumiecie ?

Inna sytuacja… komputer. Ledwo przyjechał z przedszkola a już od progu jęczy ,,Mamo włącz mi komputer!” I taki tam symulator farmy… coś gdzie sobie ogarnia własną farmę, sieje i jeździ traktorkiem.  Nie jest to niebezpieczna gra, jednak wolę gdy, (jeśli już) korzysta z komputera to robi coś bardziej rozwijającego. I używa tych swoich argumentów w postaci oczu Kota (patrz wyżej) a ja swoich, że dopiero co wrócił z przedszkola, że musi zjeść zupę, przebrać się, że zrobimy coś innego,  że potem może na chwilkę. Staram się, naprawdę bardzo się staram używać innych argumentów niż ten NIE bo NIE, ale gdy już mi brak sił i pomysłów a tu nagle wchodzi On i po jednym spojrzeniu młody wyciąga kredki i maluje to brak mi słów.

Albo gdy na zewnątrz piździawica, wali od rana śniegiem i deszczem na zmianę a synek wstaje z zamiarem wyjścia na podwórze i znów bywają sytuacje, że moje argumenty nie docierają i nawet to rzadko używane (ale niestety się zdarza) NIE bo NIE nie działa wysyłam młodego do taty. Facet ogarnia sytuację i wie, że musi się dostosować i wówczas jego NIE bo NIE dziwnym trafem skutkuje. Młody zapomina o wyjściu i zupełnie zmienia temat, wdrapuje się na kolanach i rozmawiają o ,,Czterech pancernych…”.

I tak się zastanawiam jakim cudem mój słowotok, wypowiedziany z czułością i zrozumieniem dla jego sześcioletniego myślenia nie odniósł sukcesu. I chyba właśnie chodzi o ten autorytet. I nie chodzi o to, że go nie mam, bo mam ale tata ma większy. Nie dlatego, że jest srogi i dziecko się go boi ale chyba właśnie dlatego, że jest po prostu tatą. Ma inny charakter, jest bardziej stanowczy i konsekwentny.

Gorączka prawie 40 stopni na jego rozpalonym czole i od rana płacz, że nie pójdzie do przedszkola. Tłumaczę i tulę rozgrzane ciało, mówię, że musi wydobrzeć, że musi nabrać sił… I jednocześnie widzę, że dziś szlochów końca nie widać bo dodatkowo choroba dodaje. W takiej sytuacji mam jakby jeszcze więcej pokładów cierpliwości, otwieram się na jego małe, sześcioletnie potrzeby i tulę mówiąc, że wszystko będzie dobrze. I pomimo, że córeczka dodatkowo marudzi od rana bo 3 jedynka, to ja robię wszystko by nie stracić cierpliwości i nie użyć tego głupiego argumentu ,,NIE bo NIE”. Gdybym nawet pozwoliła mu iść do tego przedszkola i tak nie uszedłby dwóch kroków bo zaraz gorączka powaliłaby jego smukłe ciałko na podłogę. I tak siedzimy we trójkę, ja i synek i maleństwo. On płacze bo przedszkole, ona płacze bo on płacze i oboje płaczą a ja czuję, że mi też się chce z bezsilności. Po pół godzinie wszystko wróciło do normy, jego wielki w tamtej chwili problem odszedł w zapomnienie zostawiając na twarzy uśmiech gdy przykładałam zimne okłady na czoło.

Nie martwię się, że moje dziecko mnie nie słucha, że nie mam autorytetu jako matka, rodzic. Nie wymagam by zawsze było tak jak powiem bo wiadomo, że dzieci kształtują swój charakter, poprzez bunty wyrażają swoje emocje. Ale odkąd pamiętam z mamą zawsze można było ponegocjować. Mama pozwoliła niekiedy wrócić godzinę później a tata zawsze kazał być o 22 i ani minuty później. Gdy mama nie była pewna czy może mi na coś pozwolić mówiła : ,,Pytaj tatę”, tak jakby do Niego należało ostatnie słowo. I chyba właśnie tak jest, że my staramy się tłumaczyć do skutku lecz niekiedy się po prostu wytłumaczyć  nie da i wtedy pojawia się On i załatwia sprawę.

Nie, nie przeszkadza mi, że mój mąż ma większy autorytet niż ja, On ma wszystko większe- już się przyzwyczaiłam  ;-) Wiem, że w razie potrzeby mogę na niego liczyć.

A jak to jest u Was? Kto ma większy autorytet?

1433245670_uz50kd_600

Wyniki konkursu z NUK:

Gryzaki NUK wędrują do Róży.

Gratulacje!

Proszę o kontakt w wiadomości prywatnej.

,,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>